poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Próbny tak bardzo....

Nastała cicha, spokojna noc. Księżyc jasno świecił wysoko na rozgwieżdżonym niebie, rozpraszając mroki nocy. W szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, panowała cisza jak makiem zasiał. Wynikało to z tego, że niemal wszyscy mieszkańcy zamku przebywali teraz w krainie Morfeusza.
            Na wieży Astronomicznej, przy samej barierce siedziała pewna ciemnowłosa uczennica z domu Godryka Gryffindora.

Jej orzechowe oczy były wpatrzone w  nocne niebo. Szatynka wprost uwielbiała obserwować gwiazdy. Nadal wpatrując się w firmament, mocniej opatuliła się kocem, gdy powiał lekki, chłodny wiatr.

            Nagle dziewczyna usłyszała jakiś hałas. Od razu pomyślała o tym, że to woźny Filch się tu zbliża, jednakże po chwili zdała sobie sprawę, że nie słyszy jego człapania. To tak, jakby ktoś upadł z łoskotem. Po chwili szatynka usłyszała ciężkie kroki. Niewątpliwe było to, że owa osoba coraz bardziej się tu zbliżała. Dziewczyna nawet nie miałaby się gdzie ukryć, jednak gdyby miała i tak by nie zdążyła. Na wszelki wypadek wyciągnęła różdżkę, a wtedy przypomniała sobie o zaklęciu kameleona, które szybko na siebie rzuciła.  Właśnie wtedy, drzwi prowadzące na wieżę Astronomiczną otworzyły się, a w nich pojawiła się blond czupryna jednego z uczniów  domu Salazara Slytherina. Serce Gryfonki mocniej zabiło na jego widok. Od razu go rozpoznała. Blondyn trochę podpierał się o futrynę, a potem chwiejnym krokiem ruszył w stronę balustrady. Nagle szatynka pisnęła z przerażenia, gdy zobaczyła, co pijany chłopak  chce zrobić, jednak on tego nie usłyszał. Widziała jak próbował wdrapać się na balustradę, ale na szczęście jego stan bardzo mu to utrudniał. Nie mogła na to pozwolić, nie mogła dopuścić do tego, by on coś sobie zrobił.

1 komentarz: